Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
"Wezwij ekipę sprzątającą z młotami pneumatycznymi, żeby wyczyściła zaschniętą spermę z podłogi."

ocho

powiedzmy, że jakoś "ostatnio" (tak, to bardzo dobre słowo) nie za dużo tu się pojawiało. Nawet można by powiedzieć, że jakby chwilowo był opuszczony.

Powiedzmy, że mamy teraz trudniejszy okres w życiu szkolnym, a niedługo jeden, ważny test. Dlatego nie za dobrze idzie nam połączenie tych dwóch rzeczy. Nie mogę nic obiecać, ale będziemy starać się dodawać w miarę regularnie.
Nie, żeby minęło jakieś dwa miesiące od poprzedniego rozdziału :D.

I nie, żebym nawet ja zapominała powoli co się działo w rozdziałach początkowych przygód Toniego .__. Doba, i tak nie wierzę, że ktoś jeszcze to czyta~.

ŁOT EWA.


 Albo wata cukrowa była jakoś wybitnie nieświeża, albo całodzienne przebywanie w lunaparku źle wpłynęło na odporność mojego żołądka, nieważne. Bądź co bądź, połowę poniedziałku spędziłem w romantycznym uścisku z muszlą klozetową.

Czułem się jeszcze gorzej widząc Alberta, co jakiś czas mijającego mnie szerokim łukiem i wpatrującego się tymi wielkimi, zielonymi oczami. Mógłbym przysiąc, że wyraz jego pyska wskazywał na usatysfakcjonowanie. 

Doczołgałem się z miętową herbatą, kocem i – tak na wszelki wypadek – miską  na pranie na kanapę i rozłożyłem się przy akompaniamencie jakiejś komediowej stacji telewizyjnej. Jakiejś – bo nie zawracałem sobie nią głowy. Cała ma uwaga skupiona była na robieniu planu. Planu dotyczącego mojego nagłego stania się super-złym chłopcem. I ZERO NIEWINNOŚCI.

Zerknąwszy na zegarek, uznałem, że przerwa śniadaniowa jest doskonałym momentem na wykonanie szybkiego telefonu do Kurta. Odebrał po trzech sygnałach, ale byłem pewny, że chętnie nieco dłużej posłuchałby swojej ulubionej nuty.

– Nie ma mnie dziś w szkole.

– Nie zauważyłbym.

Chuchnął w słuchawkę, a ja chwilę zastanawiałem się, po co tak właściwie zadzwoniłem. Żeby mi lekcje popołudniu przyniósł? Nie, to raczej na pewno nie było to.

– A właśnie… – zacząłem ostrożnie.

– Chcesz mi się zwierzyć?

– Prosić o radę. – wypaliłem zanim zdążyłem ugryźć się w język.

Ponadto złapałem się na tym, że faktycznie chciałem mu opowiedzieć o zdarzeniach wczorajszego dnia, z odpowiednim ubarwieniem i wyolbrzymieniem koniecznych faktów. Chociaż.. czy to nie normalne? Komu innemu miałbym to powiedzieć? Alyssie?

Hahahahaha. Bardzo zabawne.

Naprawdę.

– Ciota z ciebie.

– Sam jesteś ciota.

– Ciota.

– Ciota.

– Ciota.

– Ciota.

– Ciota.

– Pieprz się.

Rozłączyłem się i rzuciłem telefonem w poduszkę. Uderzył w nią z takim impetem, że podskoczył i przesunął się o kilka centymetrów.

Ja natomiast powróciłem do swojej półleżącej pozycji i stwierdziłem, że powoli tracę wiarę w ludzi. Poważnie. Chwyciłem pilot i zacząłem skakać pomiędzy kanałami w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Pech chciał, że gdzie na dłużej nie zatrzymałem wzroku, o zgrozo, wszędzie roiło się od par. Par, miłości, pocałunków, jedności, uczucia, miłości, tak jednym słowem – programów do podźwignięcia z dołka zakompleksionych nastolatek.

Czuję, że w moim żołądku jest nadal coś do zwrócenia.

Na wszelki wypadek zasłoniłem usta dłonią i przysunąłem w swoją stronę bladoniebieską miskę.

Wyłączyłem telewizor i zawinąłem w koc, zdychając na kanapie. Sen nadszedł szybko i – co lepsze – przyniósł rozwiązanie wszystkich moich problemów. Wróć. Właściwie tego jednego, od którego zależała moja przyszłość z Jaxem.

Seksownie to brzmi.

Moja przyszłość z Jaxem.

Nie mogę się powstrzymać.

Moja.
 
A więc, we wtorek przyszedłem do szkoły w nowym, lepszym humorze. Powiedzmy, że wydaliłem otworem gębowym wszelkie problemy i inne nieścisłości. W pewien sposób odżyłem. Radośnie wskoczyłem na swoje niezwykle wyselekcjonowane krzesło w środkowym rzędzie – nie żartuje, w całej sali, było tylko jedno z zielonym zakończeniem oparcia – i radośnie obróciłem do Kurta.

– Tęskniłeś! – Mrugnąłem prawym okiem, pstrykając palcami i wyciągając jego kierunku dwa wskazujące.

– Polemizowałbym.

Kurt jak zwykle przed lekcjami wcinał swoje szkolne śniadanie – kolorowa posypka coraz gęściej zaścielała drewniany blat szkolnej ławki.

Nie cierpię donutów.

Szczególnie tych z różową, lukrowaną polewą.

I kolorową posypką.

– Nie uwierzysz, gdzie jutro idę. – kontynuowałem, niczym nie zrażony. Nie dam mu tej satysfakcji.

– Prawdopodobnie.

– Idę do kosmetyczki.

Zakrztusił się pączkiem, a ja zdałem sobie sprawę, że faktycznie zabrzmiało to nieco… no nie wiem, PEDALSKO.

– Nowe tipsy? – parsknął, zanim zdążyłem się wytłumaczyć.

– Idiota. Ta koło mnie połączona jest z salonem piercingu.

Nie zobaczyłem jego reakcji, bo coś ciemnego przewiesiło się przez moją ławkę i błysnęło zębami. Izzy.

– O czym gadacie, chłopcy? – zapytała ze swoim firmowym, przesłodzonym uśmiechem.

Izzy była… dziewczyną dość specyficzną, rzekłbym. Nie miała oporów przed czymkolwiek, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie. Może starała się je sprawiać? Rozmawiała ze wszystkimi i przychodziło jej to dziwnie prosto. Była dziwna, jednym słowem.

– O manicurze.  – odpowiedział po chwili namysłu Kurt. Jebnąć, to mało.

– Wiecie, Jess poleciła mi taką świetną manicurzystkę.  Jakby któryś z was…

– Nie, nie chciałby. – przerwałem jej, wbijając wzrokiem dwa, niezwykle ostre scyzoryki w Kurta.

– Kolega tylko chciał okolczykować sobie facjatę.

Przez chwilę zastanawiałem się, czy to zdanie wypowiedziane z ust Kurta miało mi jakoś pomóc, czy było aktem, zwykłej, najczystszej ironii. Która de facto nie była u niego czymś niecodziennym.

– Skąd pomysł, że chcę szpecić swoją szlachetną twarz? – odfuknąłem dla spokoju sumienia. Tak szczerze, to myślałem o wardze – była pierwszym punktem w moim nieskazitelnym planie.

– Czysta dedukcja.

– Niestety, błędna. Myślałem raczej o… - przez chwilę zastanawiałem się nad piercingiem innych części ciał, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Przepraszam, jedna rzecz. Której w praktyce nigdy bym nie wykonał i Kurt zapewne zdaje sobie z tego sprawę. Ta rzecz nosiła dźwięczną nazwę „Albert”, nie żeby miało to coś wspólnego wymyślnym imieniem mojego kota…  No, może troszeczkę.

– Sutku? – Przyszła mi z pomocą Izzy, przechylając głowę na bok.

– Sutku? Tak właśnie, sutku! Wydaje mi się to niezwykle seksowne.

Szczerze mówiąc, nie myślałem o tym wcześniej, a faktycznie – miało taki swój pewny zmysłowy smaczek. Postanowiłem nagiąć trochę tenże idealny plan, zmieniając miejsce doboru kolczyka.

– Sutku? – Kurt parsknął w pączka, powodując kolejną lawinę kolorowej posypki. – Nie podejrzewałem cię o te upodobania. – znacząco uniósł brwi.

Moją ciętą ripostę zaprzepaściła szybka zmiana tematu przez Izzy. Jak ta dziewczyna potrafi tak szybko wkręcić całą rozmowę w zupełnie nowy wątek? Mogłaby mnie tego nauczyć. Moje próby bywają zwykle daremne i na chęciach się kończą.

Chwilę jeszcze prowadziliśmy średnio interesującą mnie konwersacje – czy raczej monolog Izzy, przeplatany niezbyt częstymi potakiwaniami z mojej strony, czy mlaskaniem Kurta (nadal nie mam pojęcia, jak można tak długo jeść jednego donuta) – kiedy zadzwonił dzwonek i zaczęła się moja najukochańsza lekcja. Fizyka.

Jako iż zazwyczaj byłem jedynym z bardziej biernych uczniów – używających wszystkich sekretnych technik wazeliniarstwa, by z tych bardziej ścisłych przedmiotów wyciągnąć wyższą końcową ocenę – wyalienowałem się w swojej ławce bazgrząc coś na okładce zeszytu.

– Anthony Nucci.

Oprzytomniałem i spojrzałem w stronę nauczycielki.

– Obecny. – odpowiedziałem mechanicznie, ale mój wzrok przykuło coś nieco innego.

Fizyczka była typową, licealną nauczycielką. W średnim wieku, średniego wzrostu, ze średnią nadwagą, średnią ondulacją i gigantycznym umiłowaniem własnego przedmiotu. Wróćmy do ondulacji. Inaczej: włosy. Miała jebitną, ale to jebitną platynę, cholernie wwiercają się w psychikę i niepozwalającą skupić na fizycznych zależnościach. Nie, żebym chciał się na nich skupiać.

W każdym bądź razie w mojej głowie zrodziła się nowa idea. Zafarbuję się.

Przez głowę mignęła mi jedna myśl: Alyssa mnie zabije, ale szybko ją upchnąłem, gdzieś w głąb świadomości. Co się będę przejmował. Zresztą, najwyżej wyśmieje.

Na wszystkich lekcjach siedziałem lekko podenerwowany, czy może bardziej… podniecony? W każdym bądź razie, chciałem szybko opuścić to miejsce i pobiec do najbliższej drogerii w poszukiwaniu odpowiedniej farby do włosów.

Ostatnia lekcja, jak na często używanym w filmach schemacie, oczywiście dłużyła się najbardziej. I to nie dlatego, że była nią religia. Wprost przeciwnie! Nigdy nie miałem tak ambitnego nauczyciela religii. Może nareszcie skłonię się w stronę tych lekcji i przestanę traktować, jako idealny czas na odrabianie prac domowych z innych przedmiotów? Nie, raczej nie.

Gdy dzwonek zadzwonił, wyskoczyłem jak poparzony z klasy, na odwal się wrzuciłem książki do szafki i ciągnąc za sobą Kurta (wybrałem go, mimo iż nie był raczej najbardziej wymarzonym kompanem podróży na zakup czegokolwiek) wybiegłem ze szkoły.

Znałem jedną drogerię. W zasadzie niedaleko szkoły. Według Alyssy była najlepsza, posyłała mnie do niej po wszystkie kremy, żele, szampony, odżywki, dezodoranty, płyny, akcesoria do makijażu, tudzież demakijażu, na dzień, na noc, na ranek, na wieczór, na zmarszczki, na celluit, do skóry suchej, normalnej, tłustej, do rąk, do twarzy, do ciała, stóp, z rumiankiem, różą, leśnymi owocami, czy inne, normalnemu człowiekowi zbędne, ważne artefakty.  Dopóki nie kazała mi lecieć po podpaski jakoś to znosiłem.

W każdym bądź razie zabraliśmy się tam z Kurtem i stanęliśmy przed półką z kolorowymi opakowaniami, ozdobionymi uśmiechniętymi modelkami z różnorodnymi odcieniami bujnych kudłów. Kurt niezbyt zachęcony chwycił jedno w ręce, kobieta miała na głowie jakąś zdechłą wiśnię. Czy coś takiego.

– Kurt, właśnie postawiłem sobie decydujące pytanie. Czerń, czy platyna?

Kurt nie odpowiadał, czytając etykietę swojej czereśni.

– Czy wiedziałeś, że reakcje alergiczne na farbę są znacznie ostrzejsze niż umiarkowane podrażnienie skóry, a symptomy zwykle pojawiają się do 48h po nałożeniu?

Olałem jego odpowiedź, przyglądając  jest dwóm wybranym przez siebie kolorom i czekając aż jakaś siła boska oświeci mnie i udzieli niebiańskiej pomocy. O wyborze zdecydował jeden fakt – chyba bym się powiesił, mając włosy tego samego odcieniu co pani Adamchuck – nasza uwielbiana fizyczka –niech jej Bóg przyświeca.

Jakoś tak mnie nawróciło dzisiaj.

Chcąc nie chcąc wracałem do domu z opakowaniem czarnej farby do włosów, nie wspominając już o Kurcie, który nadrabiał drogi, by tylko doczytać przeciwwskazania na opakowaniu.

I o ekspedientce, która z lekkim zdziwieniem wpatrywała się w mój zakup.

W domu wcisnąłem farbę w najgłębszy kąt szuflady z skarpetkami, modląc się, by tylko Alyssie nie przyszło do głowy tam zaglądać.

***

Stałem chwilę przed salonem do piercingu, póki wewnętrzny upór nie przekonał reszty ciała do pokonania progu. Nie było to proste, szczególnie, że wyobrażenie splamienia mojego dziewiczego sutka nie pozwoliły mi przespać połowy nocy.

Taaa…

Była środa, dziewiątego września, godzina– gdzieś tak przed piątą.

Wprost idealny dzień na pożegnanie się z pewnego rodzaju, swoistą niewinnością.

Kosmetyczka uśmiechnęła się do mnie zachęcająco, a kiedy zakomunikowałem jej, że szukam piercingu, wskazała właściwy kierunek. Po schodkach w dół.

Po takich czarnych schodkach.

Powiedziałbym piekielnie czarnych schodkach.

Przełknąłem ślinę i mimo diabelskiego otoczenia przeznaczenie zostało przeze mnie zaakceptowane bezapelacyjnie.

Bezszelestnie wsunąłem się przez czarne – nie, żeby mnie to jakoś prześladowało – drzwi i udałem, że nie ruszają mnie różnokolorowe plakaty ropiejących ran, od niegojących się dziurek po kolczykach. Ja pieprzę. Wychodzę.

Przypomniałem sobie jednak o postanowieniu i uśmiechnąłem się promiennie do utrzymanego w tonacji zwykłego, stereotypowego punka chłopaka.

Kilkukolorowe, postawione na wszystkie strony włosy, mocno podkreślone czarną kredką oczy i – przede wszystkim – przebita warga, brew, ucho i wiele, wiele więcej.

Czyli to jednak nie zabija?
 
Rozmawiał ze swoją stereotypową punkową koleżanką i razem tworzyli słodki stereotypowo punkowy duecik.

Chłopak zmrużył oczy, skupiając na mnie wzrok. Nie dziwię się, w tym wszechobecnym półmroku, sam musiałem się sporo namęczyć, by wyraźnie ujrzeć cokolwiek. Widać było, że słodka parka nie trudzi się z wychodzeniem z lokalu, że tak powiem „na fajkę”. Morsko-włosa dziewczyna odepchnęła się od ziemi i skierowała w moją stronę obrotowe krzesło. 

– No, w czym mogę pomóc, pyśku?

– Standard Nipple.

Punk spojrzał na mnie z lekkim zdezorientowaniem. Dziewczyna, widząc to, pośpieszyła z wyjaśnieniem.

– Sutek, chodzi o sutek, młody.  – skierowała wzrok na mnie – Kolega ci zrobi, pysiek, to jego pierwszy raz, ale nic się nie martw. W innych jest dobry. – mrugnęła do mnie, po czym przejechała językiem po górnej wardze, świecąc swoim czarnym kolczykiem. Czarnym. Już wiem, kto odpowiada za wystrój wnętrz.

Ja w tym czasie spaliłem niezłego buraka, nie po to użyłem profesjonalnej nazwy, żeby ona skwitowała kolokwializmem. Pięknie. Niepewnie popatrzyłem  w stronę młodzieńca, który teraz wydał mi się stanowczo za młody i niedoświadczony do kontaktu z jakąkolwiek częścią mojego ciała – a już w szczególności z moim niewinnym sutkiem.

Siadłem jednak na fotelu, nadal nie do końca przekonany do mojego świeżego piercera i z napięciem obserwowałem każdy jego najmniejszy ruch.  Ubrał jednorazowe rękawiczki, zmienił igłę w pistolecie i nałożył nań kolczyk, uprzednio pytając mnie o kształt i kolor – wybrałem takie srebrne kółeczko – i usiadł obok mnie z pewnym przezroczystym sprayem w dłoni.

– Rozbierz się.

W innych okolicznościach to zdanie spowodowałoby znacznie milszą reakcję. Teraz jednak zbyt się bałem, by nawet myśleć o tym, jakie to było najeżone erotyzmem.  

– Co to za spray?

– Chlorek etylu. Znieczula. – po głosie widać było, że trochę się niecierpliwił. Czyżby też się stresował?

– Ręce mi zdrętwiały.

Westchnął i zaczął szybko rozpinać guziki mojej koszuli.

Muszę przyznać, był zręczny. Mogłoby mnie to nawet podniecić, gdybym nie był zajęty powstrzymywaniem drgawek całego ciała. Spiąłem tylko mięśnie brzucha i przymknąłem oczy, starając się odprężyć.

– Już? – zapytałem po chwili, uznając, że większego napięcia już nie wytrzymam.

Jego mina jednoznacznie dała mi do zrozumienia, że jeszcze nie zaczął, a jednocześnie mówiła coś więcej. Że jeśli odezwę się jeszcze słowem, lub nagle rozmyślę, siłą przyciśnie mnie do fotela i zrobi, co ma zrobić, bo powoli traci cierpliwość. Przy takim rozwoju wydarzeń, jednak postanowiłem siedzieć spokojnie.

Ścisnąłem ręce na oparciu, potem nieco bardziej, przygryzłem wargę, wierzgnąłem nogami i już było po wszystkim. Nawet nie było tak źle. Młody też widocznie był z siebie dumny, bo momentalnie powrócił mu wyśmienity humor.

Szybko pobiegłem do domu, postanawiając, że skoro mam dziś taką całkiem, całkiem passę zmienię także kolor moich włosków. Wygrzebałem z szuflady ze skarpetkami małe, kartonowe pudełko i przeczytałem ulotkę.

Oby Alyssa nie postanowiła dziś wrócić wcześniej.

Po niecałej godzince zrzuciłem ręcznik z głowy wpatrując się w swoje odbicie. Odmienne odbicie. Apetycznie, nie powiem.

Nie łudźmy się, idiotycznie.

Skrzywiłem się do lustra, starając ułożyć włosy w dobrą stronę. Wyglądam niegrzecznie?
 
Usłyszałem zgrzyt zamka i ciche skrzypnięcie otwieranych drzwi. Wstrzymałem oddech.

– Tony, dlaczego ten ręcznik jest czarny i co robi na… – Alyssa urwała widząc wychylające się z łazienki czarne coś, po czym wybuchła cichym śmiechem.

Taaaak, bardzo zabawne. Wróciłem do pokoju, gotowy na rozpoczęcie pierwszej części planu właściwego.

***

Stanąłem przed dobrze znanym mi serwisem samochodowym.

Właściwie dlaczego ja to robię? Czy dla Alibi? Jakoś nie czuję się już tak bardzo związany z tamtym miejscem. Nie brakuje mi go. To nabrało zupełnie nowych obrotów. By mu coś udowodnić? Po co? Nie. To znacznie głębsze. Czuję, że muszę coś udowodnić sobie.

Podrapałem się lekko po dolnej powiece. Kredka drażniła niemiłosiernie.

Wszystko dopięte na ostatni guzik.
 
Wszedłem do środka i rozejrzałem się w poszukiwaniu Jaxa. Był tam. Opierał się o maskę jakiegoś samochodu. Czy on tu w ogóle pracuje, czy tylko odpoczywa?! Przywołałem na usta obiecujący uśmiech i udając nadmierne opanowanie wolno ruszyłem w jego kierunku.

Wszystko według planu.
 
Byłem już całkiem blisko, dzieliło nas dosłownie kilka kroków, kiedy Jax uniósł twarz, a nasze spojrzenia się spotkały. Jego stalowe oczy sprawiły, że chuj jasny strzelił cały mój misternie wykonany plan. Stanąłem przed nim, czując nadal czując na sobie jego wzrok.

– Pomyliłeś szampon z Domestosem? – zapytał od niechcenia i wrócił do kontemplowania strony tytułowej jakiegoś dziennika.  – Dobra, nieważne. Mógłbyś mi chociaż powiedzieć, czemu tu jesteś.

– Dalej uważasz,  że jestem niewinny?

– Tak. – Tak szybka odpowiedź zbiła mnie z tropu. – Nigdy się nie znudzisz? Nawet po tym jak dałem ci do zrozumienia, że nic z tego nie będzie?

– Ja…

– Stój. Daj mi skończyć. To ja robiłem z siebie romantycznego półgłówka. Całowałem cię w policzek. Zostawiłem cię w takim filmowym stylu, a to wszystko po to, byś tu teraz przyszedł i kolejny raz zawracał mi głowę? Dobra. Czego chcesz? Odwołać rating, tak? Odwołam. Coś jeszcze? Związku? Umówię cię z kimś zainteresowanym. Dobra. To ci wystarczy?

– Nie.

Już sam nie wiem, co mnie w jego wypowiedzi raniło najbardziej. Słowa? Czy ten spokojny, niczym nie wzruszony ton?

– Więc, czego?

– Umów się ze mną jeszcze raz.

Westchnął  i wyjął z kieszeni wąskich jeansów telefon.

– Pamiętasz Carla?

– Carla?

– Z lunaparku. Od karuzeli.

- Coś mi świta.

Jak mógłbym zapomnieć.

Wykręcił czyjś numer i przyłożył telefon do ucha.

– Halo? Carl? – uśmiechnął się zaglądając w moje zdezorientowane oczy. – Carl, chcesz mnie teraz? Chcesz, żebym cię pieprzył całą noc, bez chwili wytchnienia? Chcesz, żebym wchodził w ciebie coraz głębiej i głębiej, raz za razem? –bardzo powoli cedził słowa, wpatrując się we mnie natarczywie i jednocześnie zmuszając, bym patrzył na niego. – Chcesz czuć moje usta na swoim ciele. Chcesz mi robić dobrze. Chcesz bym w tobie doszedł, prawda? Chcesz być tylko mój na dzisiejszą noc?

– Przestań. – szepnąłem, starając się nie odwracać spojrzenia.

– Dlaczego? – odsunął telefon od ucha, jego szare oczy przenikały mnie na wylot.

Naprawdę nie wiem, którego z nich w tej chwili nienawidziłem bardziej.

– Dam ci spokój.

Bez słowa rozłączył połączenie.

Tak szczerze mówiąc, to miałem taką małą nadzieję, że jednak mnie nie posłucha.


Głosuj (0)

kotofil

19:07:34 || 15/11/2011 || komentarzy 3 Komentuj

8236

    Polub~

   Główna

  Galeria

Boys' Love

Na blogu znajdują się trzy różne opowiadania trzech różnych autorek, jedynie część wątków jest wspólna. Nowe rozdziały wychodzą w każdy poniedziałek, co daje nam nowy rozdział każdego opowiadania co trzy tygodnie.

Opowiadania

Philipe

► Pierwszy.

► Drugi.

► Trzeci.

► Czwarty.

► Piąty.

► Szósty.

► Siódmy.

► Ósmy.

Anthony

► Uno

► Dos

► Tres

► Cuatro

► Cinco

► Seis

► Siete

► Ocho

Brian

► Rozdział 1

► Rozdział 2

► Rozdział 3

► Rozdział 4

► Rozdział 5

► Rozdział 6

► Rozdział 7

Credits

Szablon stworzony w całości przez matryoshkę tylko dla bloga BOYS-LOVE. Wszystko tutaj należy do nas, autorek.
Cytat na belce oraz szablonie pochodzi z serialu Queer as Folk (USA) i wyszedł z ust niesamowitego boga seksu, Briana Kinney'a.

Współpraca